ugabuga ulik_

17.2.07

To niestety – stety nie będzie kolejny pean na cześć tego miasta. Po pierwsze dlatego, że autor tegoż tekstu nie przepada za peanami na cześć czegokolwiek co nie jest przeszłością a po drugie, bo ten sam autor nie potrafi zdystansować się do siebie i swojej sytuacji życiowej.
Więc...Kraków. Z wyglądu miasto jak każde inne. Duże osiedla z serią identycznych bloków z płyty, kilka mostów, śmierdząca rzeczka, ludzie, samochody, większa niż gdzie indziej starówka, student, żółty turysta...
Ale to właśnie miasto jest niczym wielki potwór wysysający ze mnie każdego dnia siły witalne i pozytywne myślenie.
Zacznijmy od starówki, z której każdy krakus jest dumny jakby była 8 cudem świata a każda krytyka, że brudne, że coś, jest niedopuszczalna jak największe bluźnierstwo...Otóż właściwie w tym Starym Mieście nie ma nic wyjątkowego. Tyle, że duże. Kraków może sobie też pogratulować chyba największej liczby bezczelnego, srającego wszędzie ptactwa w Polsce. Naprawdę, chylę czoła.
Rynek jest strefą ultra turystyczną. Żadne przykre zdarzenie nie może mieć miejsca, wszystko jest na pokaz a zagadnięty przez zagranicznego tutejszy będzie sztucznie pobudzony i dziwnie uśmiechnięty jak na prochach. Czego się nie robi dla kogoś, kto zechciał przyjechać tutaj z odległej krainy i zostawi tu kupę forsy, rzygając przy okazji na miejski chodniczek?
Wystarczy jednak przejść z Szewskiej na Krupniczą i już można się zastanowić, czy czasem nie odbyło się podróży w czasie i przestrzeni. Tutaj turysta ma nie dochodzić, co widać.
To miejsce powinno jednakowoż znaleźć się w odpowiednich przewodnikach ze względu na najbardziej śmierdzący kebab na świecie. Chodzi rzecz jasna o ten koło Bagateli.
Nie ma chyba wredniejszych ludzi nad mieszkańców Krakowa. Nawet gdy nikt na nich nie patrzy, mają jakiś taki wredny wyraz twarzy.
Gdy stoi się o 7 rano na Rondzie Grunwaldzkim widać wyraźnie jak trzęsą się z zimna, wkurwieni do granic możliwości wciskają swoje nosy w szaliki i złorzeczą w duchu na siebie nawzajem. Są nieustannie gotowi do kłótni i współczuję każdemu kto w podobną utarczkę słowną zostanie mimowolnie wciągnięty.
Co mnie jeszcze wkurza w Krakowie? Właściwie wszystko i wyliczanie tego nie ma chyba najmniejszego sensu.
Mieszkając tu od jakiegoś czasu stworzyłam sobie jednak pewne techniki na osłodzenie sobie konieczności przebywania tutaj.
Kiedy jadę tramwajem przez Most Grunwaldzki mam wrażenie, że tramwaj odrywa się od ziemi i płynie. Przez tą krótką chwilę rozglądam się intensywnie to w prawo, to w lewo i sycę wzrok widokiem łabędzi i mew, starego, nieczynnego hotelu, którego nazwy nie mogę sobie przypomnieć i uśmiecham się sama do siebie.
Kiedy chcę sobie poprawić humor wsiadam w tramwaj nr 3 i jadę wracam spod Bagateli przez Kalwaryjską. To jest najprzyjemniejsza ulica w tym mieście. Jest dość długa i ma kilka fajnych sklepów. Między innymi piekarnię z najlepszymi drożdżówkami. Jest w tej ulicy coś prowincjonalnego, jakieś złudzenie, że wszyscy się znają lub chociaż kojarzą, że pan z kiosku odłoży ci gazetę a pani z mięsnego powie bez kitu, która szynka najlepsza.
Ciągle jednak najlepszą metodą na poprawę humoru jest dla mnie wyjazd z Krakowa. Jak najdalej.

ulik at 21:01

(1) comments

8.2.07

lenistwo...
byc moze jestem jedna z bardziej leniwych osob na tym swiecie. nie zdziwilabym sie.
teraz mamy poludnie a ja skacze po domu w pizamie i szlafroku, ale czyz nie od tego sa ferie?

niczym jakies dziecko z patologicznej rodziny spedze w tym roku ferie w miescie.lol.pewnie bede siedziec na necie calymi dniami i czytac ksiazki.zrobilam juz sobie liste i ide dzisiaj do biblioteki.19 pozycji.lol.

z newsow:
bylismy z lukaszem ajkis czas temu na spotkaniu z p. andrzejem stasiukiem.nie musze dodawac, ze bylo fantastycznie. poza tym przy karygodnie minimalnym wysilku zaliczylam zimowa sesje.tfu tfu, dobrze ze zadnej poprawki nie bylo.grr.
warto jeszcze nadmienic, ze, jako ze zawsze twerdzilam, ze portal digart.pl jest siedziba zla i wszelkiej pozy, teraz ma na to 100 procentowy dowod. buractwo:/

w tle: underworld-born slippy
filmy: obecnie "roma", serial tv, heh.

ulik at 11:15

(0) comments

31.12.06

veinte anos.

sylwester w grandzie.

cytat na nowy rok:
"Przyszlosc jest zawsze ucieczka glopcow. Nadchodzi, a oni musza ja usprawiedliwiac. ze nie nadeszla taka, jak zapowiadali. Dlatego wole upijac sie w samotnosci albo z przyjaciolmi i czekac, az minione wezmie nas w posiadanie. Zawsze lepiej jest obcowac z bytami skonczonymi niz z potencjalnymi." A. Stasiuk Fado

ulik at 14:09

(0) comments

22.12.06

yeah...RIGHT!


swiateczna notka sie klania.
zrobilysmy z gabom placka bakaliowego.jest kultowy.
umarl ostatnio altman, pinoczet i danuta RIN.
segz afera w swiecie i koniec roku.


jak ja tego nie lubie.wszyscy podumowuja wszystko....


poznalam dzisiaj kolegow lukasz z filozofii...co za szydercy.czasem czlowiek musi ...inaczej sie udusi.

jestem teraz absolutnie ogarnieta wszechpotezna sila mojego miasta.uwielbiam tu wracac.oplaca sie wydac kilka groszy na pociag krakow-rzeszow zeby to poczuc.bo to jest pozaczasowe, pozawymiarowe.

obserwacja ostatniego meisiaca: nie znosze ludzi nie myslacyc, ktorzy sadza, ze wiedza i amdrasc to przywilej medrcow i nienawidze pieprzonych artystow, ktorzy mysla, ze wystarczy nabazgrac cos, zeby miec wsyztsko w dupie.

koniec.


"odezwa do narodu" 22.12.2006

ulik at 22:40

(0) comments

31.10.06


wirtualni nieznajomi.heh.tak mozna powiedziec.pisze czasem cos do nich i o nich na moim forum ale co z tego.oni sa dla mnie jak fantomy.
dobrze byc znowu w domu.

ulik at 13:32

(1) comments

26.10.06

krakow.


jestem juz w krakowie.jesien na calego.mozna sie zreszta tego domyslic zwazywszy na pore.
mieszkam znowu na ruczaju.tylko ze jeszcze dalej niz w zeszlym roku i z jeszcze gorszymi ludzmi niz w zeszlym roku.prostaki i impertynenci.
dzis wybieramy sie do gasiora obczaic jego chate.krowodrza górka trip. :)
w sobote kolejne weselicho.ludzie.jak posucha to posucha a jak obfitosc to czlowiek nie wyrabia.
adios.

ulik at 12:16

(0) comments

18.9.06


















rzeszow o 5 nad rane,.nic szczegolnego, a jednak.a po prawej bieszczady, widok na polonine carynska z bacowki po mala rawka.
w sobote wielkie hopsasanie.juz oczyma wyobrazni widze tam siebie....w trakcie gdy spada ze mnie kiecka i ogolnie obciach mega i obora.
jestem juz na drugim roku filologii hiszpanskiej.bo chyba moge sie czasem czyms pochwalic?!
wkurza mnie ze nie mam sie czym pochwalic z wakacji.znacyz ja sie swietnie bawilam i tego...ale jak moje "kolezanki" z roku pytaja mnie gdzie bylam to moge tylko powiedziec:bieszczady.podczas gdy one rozplywaja sie w niebywalych opowiesciach o hiszpanii i zamorskich krainach.
chce w bieszczady.pod mala rawke.chce jesc pyszne nalesniki malorawczanskie i pic grzane wino. i juz nawet moglabym wysluchiwac glupich harcerzykow spiewajacych na 10 glosow wyswiechtane hity sdmu.
jesien nie nastraja ulika optymistycznie.ani ani.

ulik at 16:12

(0) comments

1.9.06

Ciezko zniesc koniec sierpnia.Zimne noce sa przeokropne.
Siedzimy sobie z gaba w pokoju, jest pozno-wiadomo. Sluchamy Blura.Jest mi cieplutko.Moje wlosy smierdza knajpa i skaczacymi w rytm muzyki ludzmi.
Mam ochote na fajny film.



----------------------zdjecie z Bieszczad.

ulik at 00:07

(0) comments

21.7.06


biesy i czady, czyli kilka dni z kikutami i ukleja.

to bylo tylko 3 dni, ale i tak mozecie mi smialo zazdroscic. :)

ulik at 23:19

(0) comments

29.6.06


I'd rather die

wakacje wakacje.znaczy nie do konca, ale powiedzmy ze wakacje.

ulik at 11:44

(0) comments

15.6.06

to jest po prostu niewiarygodne. szybkosc z jaka to wszystko minelo.ten rok.
szkoda ze tak malo sladu po tym zostalo np. na tym blogu.tylko kilka jakichs glupich notek.

trwa mundial,sa truskawki,dni sa bardzo dlugie a ja mecze sie jeszcze z sesja.

nie moge sie doczekac wakacji.chyba nie musze mowic dlaczego.bo to jasne jak slonce,proste jak drut i oczywiste jak to ze moja mama robi pyszne drozdzowki.

ulik at 22:38

(0) comments

7.5.06

bach na wiosn?


mamy piekna wiosne a mi jak zawsze cos nie pasuje i narzekam ze chmury,ze zimno.

slucham bacha.nieustannie wznoszaca sie i opadajaca melodia dobrze mi robi.mam wrazenie ze w jego muzyce nie ma pustych miejsc.ze miejsce kazdej z nut jest jakos idealnie obliczone.i nie mozna nawet myslec o ich przesuwaniu.

dlugi weekend ktory przemienil sie w tym roku w dlugi tydzien dobiega dzisiaj konca.przerazam sie na mysl o ponownym wkroczeniu w uczelniane gowno.

wkurzam sie ogladajac telewizje i czytajac wiadomosci na necie.same zle wiadomosci.giertych ministrem edukacji,lepper wicepremierem!

ogladam mnostwo filmow.jeden za drugim.ostatnio obejrzalam chyba wiecej filmow niz przez cale moje zycie.

chcialabym powiedziec cos pozytywnego na koniec ale mam jeszcze kaca,martwie sie o moja niepewna przyszlosc i jest mi niedobrze po maminym placku.

ps.przykra refleksja:ludzie wmoim wieku rodza dzieci i zaciagaja kredyty,jestem stara.

ulik at 15:04

(0) comments

1.4.06


w afekcie:






jestem totalnie totalnie wpieprzona, wpierdolona, wkurwiona grrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
bilabym,gryzlabym, krzyczalabym
mam dosc wszystkich ktorzy mnie teraz otaczaja
mojej siostry ktora podneica sie ze jest chudsza ode mnie i nieustanne mnie poprawia
kaski
rodzicow
siebie
telewizji
kujonstwa
studiow
za krotkich weekendow
prima aprilis
braku pieniedzy
braku perspektyw
mojej pieprzonej nagrywarki ktora nie dziala dobrze
za slabej muzyki
o FUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUCK!!!!!!!!!!!!!!
!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


ulik at 11:22

(2) comments

14.3.06

parlo un po' in italiano. no sabe ninguna lengua.

mijaja sobie tygodnie z predkoscia swiatla. a ja sie staram jakos prowadzic tego bloga,bo mam go juz od dawna i darze go badz co badz pewnym sentymantem.nie chce zeby zarastal chwastami.

juz tak mi sie chce wiosny i lata i temperatur dodatnich!!buu

na dluzsza mete to ja sie staje monotematyczna

aha.trauma.10-minutowe wystapienie po hiszpansku ?!

trace zdolnosc poslugiwania sie sprawnego jezykiem jakimkolwiek.

hit dnia!
ewa drzyzga:"gdzie si? kupuje ubranka do trumny?"

donde esta mi periode?

ulik at 12:49

(0) comments

25.2.06

king of sorrow


oto ostatni weekend karnawaly.brne od jednego wiekszego wydarzenia do mniejszego.

jestem czasem zla dla tych ktorym staram sie nie zrobic krzywdy.tak wychodzi.

bylismy dzisiaj z lukaszem w rejsie na party.kurcze fajnie bylo.czlowiek czsem potrzebuje sie tak rymitywnie chyba wyskakac.tlum spoconych ludzi.zele.panienki krecoce biodrami w rozowych stanikach,moze troche za duze stezenie kiczu i troche za duzo piw.ale fajnie bylo.

ulik at 23:19

(0) comments

14.2.06

walentynki.tak sie zlozylo ze kolejna notka jest pisana w dzien walentynek.
kicha.glupie rozowe serduszka i zlote amorki nabite strzalami.
wczoraj bylismy z lukaszem na twin (twean?) peaks. uhh swietne swietne. w grandzie sa pokazy.oczywiscie byla tez tam delegacja z mojej cudownej klasy z liceum. ale ta jej najlepsza czesc. heh.
organizujemy po feriach impreze na meiszkaniu. ja w sumie nie mam czego oblewac.mam jeszcze jeden egzamin do poprawy.i nie wiadomo jeszcze czy nei wiecej. wykladowcy sa jacys strasznie oporni w przekazywaniu nam wynikow czy tez raczej sprawdzaniu prac pisemnych. na egzaminie z historii w ciagu poltorej godziny musialam napisac ok.8 stron. nienawidze uju.
zima w najlepsze.a mnie sie marzy malinowe niebo czerwcowe i jaskolki za oknem. pomarzyc mozna.

zwiazek oparty na wymianie - zwiazek kierujacy sie potrzeba sprawiedliwego podzialu nagrod i kosztow miedzy partnerow.

zwiazek wspolnotowy - zwiazek, w ktorym ludzie troszcza sie glownie o to,by reagowac pozytywnie na potrzeby drugiej osoby.

zrodlo: "czlowiek istota spoleczna", E. Aronson.

ulik at 12:41

(0) comments

26.1.06

siadam na lozku,opatulam sie kocem ziawy i probuje...
dziesiec minut pozniej....
przynosze herbate z sokiem malinowym i cos slodkiego...znowu obkladam sie ksiazkami. i nic z tego!
czytam czytam ...a tu mi nagle spod notatek wystaje rabek okladki "dumy i uprzedzenia".i koniec z nauka.

ulik at 12:39

(1) comments

9.1.06

jako ze nowy 2006 rok zawital,nadrabiam zaleglosci.


jest poneidzialek.a to oznacza ze ledwo patrze na oczy i umieram ze zmeczenia po calym dniu zajec i nieprzespanej nocy. musze sobie kupic melise.

mamy nowy rok.a wiec byl i sylwester.bylismy z lukaszem w grandzie.gdzie jak to bylo do przewidzenia spilismy sie ze hoho wodka wyborowa (nie polecam) i na drugi dzien odczuwalismy z cala moca ze zycie ejst cierpieniem ;p

niektorzy woleli jechac gdzies w dzicz,ale ja jednak,choc z poczatku mzoe troche nie bylam przekonana, absolutnie fantastycznie sie bawilam.nawet sie wyhopsasalam.

gab siedzi w sanatorium.dzielny jest ale tez nie jest mu zle i swietnie sie bawi.odwiedze tego dziada w weekend.

zaczyna sie kolejny tydzien.
dopiero 9 dzien stycznia a ja juz odliczam dni do wiosny i grzeje plecy w sloncu przy dziesiecio stopniowym mrozie.

ulik at 18:05

(0) comments

31.12.05

jako ze koniec roku to i mnie sie zebralo.
podsumowanie.
nie ma wlasciwie czego podsumowywac.
w tym sek.
wlasciwie to 12 miesiecy nie powinno byc zadnym pretekstem.
jest tyle wazniejszych momentow.
ale jednak.
mam wyrzuty wobec siebie ze zmarnowalam ostatnie 365 dni.
coz wlasciwie sie stalo?
spokojne trwanie przy minimum wysilku.badzmy szczerzy.zaden ze mnie tytan pracy.
zadnych zawirowan.ledwie niepewnosc i krotkotrwala burza maturalna.
studniowka o ktorej czasem wole nie pamietac a ktorej wstydliwe swiadectwo jest teraz przechowywane na polce w postaci fatalnej kasedy video.
wakacje.
ktore trwaly teoretycznie od kwietnia a wlasciwie od lipca.
kazimierz.marzniecie i mokniecie na darmowych seansach...spotkania ze stuhrem, szczepkowska i panem pisarzem,ktory napisal niedawno wydana i nieciekawa ksiazke o kieslowskim.
emocjonowanie sie "kto gdzie jak i po co" czyli sledzenie losow rozpierzchnietej nagle klasy z mojej szkoly sredniej.
kilka ksiazek (glownie stasiuk-takze teraz)
kilka filmow
pare klotni i powstrzymywanych zlosci i niezgoda i humory
i znowu kilka swietnych rozmow i fantastycznych wieczorow

ulik at 16:12

(0) comments

24.12.05




objedzona do granic mozliwosci ledwie kilikam ku swiatu.
a jednak te swieta jakos przyszly.z nienacka sie wychylily i sa. no to swietuje.polega to na systematycznym oproznianiu lodowki.rozpoczelo sie wielkie zarcie.
ubieralam w tym roku sama choinke.pokoj o dziwo jest posprzatany.koledy wsypiewane wzorowo a atmosfera przy stole wzgledna.
co jest nie tak? hm.moze po prostu ja juz z tego wyroslam.
a poza tym orange zabralo mi prawie darmowe rozmowy z lukaszem!gr.

mam na sobie nowy sweterek.jest sliczny, w kolorach zimowych i switecznych i ogolnie czuje sie jak sopelek lodu obtaczany w brokacie i powieszony na choince.
swoja droga...nie zastanawialiscie sie nad tym jaka chora jest ta cala bozonarodzeniowa tradycja?zbieramy sie, sprzatamy,robimy mnostwa jedzenia, ubieramy w jakies blyszczace sie tandetne badziewie sztuczna(ewentualnie prawdziwa)jodelke(lub swierk czy sosne) po czym spedzamy dwa nastepne dni na skrupulatnym wyjadaniu tego co naszykowalismy, rozwalaniu tego,co wysprzatalismy i ogladaniu kinowych"przebojow" w tv.
nie zostawilabym z tego wszystkiego nic!no moze oprocz zureczku takiego pysznego z uszeczkami z grzybkami...mniam.


p.s. blogoslawienstwa bozej dzieciny oraz zdrowia i wszelkiej pomyslnosci zyczy ulik_

ulik at 20:42

(0) comments
Name

URL or Email

Messages(smilies)



maystar designsmaystar designsmaystar designs